Poszliśmy z psem na kopiec. Tak jak co dnia. Tą samą trasą. Mijamy tych samych ludzi i te same krajobrazy. Uważność pozwala jednak codziennie zauważać nowe rzeczy. Tym razem taki obrazek jest inspiracją do rozmyślań.

2015-08-28 17.59.00

 

Mam do Ciebie Czytelniku osobistą prośbę!

Towarzystwo Przyjaciół Dzieci organizuje zbiórkę na świetlicę środowiskową Wesołe Małolaty w Krakowie. To wspaniała inicjatywa, która na ca celu pomoc dzieciom z trudnościami wychowawczymi i wymagającymi specjalistycznego wsparcia psychologicznego i pedagogicznego .

Byliśmy tam z synami by zrobić dla dzieci pokaz rycerski. Rozmawiałem z tymi dzieciakami i nawet lekko się wzruszyłem. Wesołe Małolaty zbierają na absolutnie konieczny remont świetlicy. Słuszna inicjatywa wymaga też Twojego wsparcia o które proszę. Oto numer konta i dane do wpłaty:


Towarzystwo Przyjaciół Dzieci Oddział Krakowski
Konto: 38 1240 2294 1111 0000 3723 9323
Tytuł wpłaty: Darowizna na świetlicę środowiskową Wesołe Małolaty.

Bardzo proszę przelej teraz Czytelniku 25 złotych albo więcej. Wśród osób które przekażą datek będą rozlosowane wartościowe nagrody. Więcej szczegółów na ten temat znajdziesz tutaj za kilka dni.

    

Tekst na błękitnym plakacie: „Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl po co żyjesz”. Nawoływanie do tego by w tych spiesznych i bezmyślnych czasach zatrzymać się i pomyśleć jest całkowicie słuszne. W kulturze którą jesteśmy otoczeni bycie zajętym i bycie w pośpiechu urasta do rangi jakiejś dziwacznej cnoty. To oczywisty absurd, którego nie potrzebuje moim Czytelnikom tłumaczyć. Zamiast bycia zajętym i w pośpiechu lepiej być wolnym i nieporuszonym. Ideał starożytnego mędrca niech tu będzie wystarczającym usprawiedliwieniem. Zainspirowani treścią plakatu, zarówno ja jak i pies, prawie zatrzymaliśmy się, spowalniając jeszcze bardziej niż zwykle.

Ja w tym zatrzymaniu staram się być już od momentu gdy w Tajlandii rozpoczęła się pora deszczowa … Na przełomie lipca i sierpnia obchodzi się tam święto Asanha Bucha, które jest wspomnieniem pierwszego nauczania Buddy. Święto to rozpoczyna Vassa czyli trzymiesięczny okres wyciszenia i odosobnienia –  taki buddyjski Wielki Post. Vassa to czas w którym warto się zatrzymać do czego środkiem jest intensywniejsza medytacja. Ponieważ czas ten koreluje z naszymi wakacjami, gdy sam więcej medytuję, to nolens volens obchodzę buddyjski Vassa.

Pobożny autor kościelnej gazetki nawołuje by zatrzymać się i pomyśleć. Niespokojny pęd objawia się zarówno w chaotycznej ruchliwości ciała jak i umysłu. Na pewno każdy z Was tego doświadczył gdy niespokojny bieg myśli przeszkadza nawet w … myśleniu. Nawet święci tego doświadczali. Pięknie pisze o tym św. Augustyn w swoich Confessiones, zaczynając (bodaj czwarty rozdział) od słów „Przybyłem do Kartaginy gdzie kociół występnych namiętności huczał dookoła mnie”. Dalej zauważa, że huczy mu tylko w głowie by w końcu (błędnie) konkludować że „Niespokojna jest dusza człowieka dopóki nie spocznie w Panu”. Jeśli byłaby to prawda to byłaby to dość pesymistyczna konkluzja. W ramach kultury chrześcijańskiej rzeczywiście chyba tak jest co dosadnie ilustruje cmentarne requiescat in pace …

Tak czy siak, pisząc tutaj swe Confessiones zgadzam się z doktorem Kościoła, że problemem jest brak spokoju i że należy się zatrzymać. Zatrzymanie ciała i umysłu jest warunkiem koniecznym wydajnego myślenia. Na czym jednak może „spocząć dusza” jeśli nie chcemy bardzo fantazjować albo oczekiwać grabarza? Uwaga może spocząć właściwie na czymkolwiek co jest dostępne i z natury spokoje. Na przykład na oddechu – dlatego wydajnym sposobem „zatrzymania” jest medytacja. Moje wnioski z obchodów Vassa są takie że nie trzeba czekać do grobowej deski by osiągnąć relatywnie wysoki stopień spokoju. Dwie godziny medytacji dziennie, zero telewizji, zero wiadomości, minimum internetu … działa.

Teraz chyba wypada udzielić odpowiedzi autorowi kościelnej gazetki. Skoro na pytanie natknęliśmy się z Hunterem to też psu pozwolimy udzielić odpowiedzi. Generalnie  bodaj wszystkie odczuwające stworzenia kierują się w swoim życiu zasadą minimalizacji cierpienia i maksymalizacji szczęścia. Jak obserwuję swojego psa, to zdecydowanie tak to widzę. Taka jest też i moja odpowiedź na pytanie z gazetki. Szczęście i wolność od cierpienia dla siebie i otaczających odczuwających stworzeń to zdecydowanie sensowny cel życia. Nie jest do tego potrzebna żadna metafizyka, wiara w niefalsyfikowane mity o niewidocznej zmianie jednej substancji w drugą, oczekiwanie na spokój wieczny itp. Sposób na dojście do tego celu jest racjonalny i w zgodny z nauką. Oczywiście sensowne cele życiowe mogą być też mniej pryncypialne … można pograć na gitarze albo w … tenisa.

Czego (czyli szczęścia) Wszystkim i sobie życzę!

Śledź bloga na facebooku!
Bądź na bieżąco!